Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2015

Albania 2015 relacja z podróży

To był nasz drugi pobyt w Albanii. W zeszłym roku samotnie przecieraliśmy szlaki a w tym wybraliśmy się czternastoosobową wesołą bandą. Jak mówią: w grupie raźniej i tak było.
Wyruszyliśmy w poniedziałek wieczorem, do przejechania mieliśmy około 1660 km. Droga wiodła nas przez Słowację, Węgry, Serbię. Do Macedonii nad jeziorem Ochrydzkim, gdzie nocowaliśmy, dojechaliśmy we wtorek popołudniu. Hotel Mizo, w którym się zatrzymaliśmy mogę polecić w stu procentach.





Z obsługą w recepcji  bez problemu porozumiemy się w języku angielskim. Hotel oferuje klimatyzowane pokoje z łazienkami, basenem i śniadaniem. W środę około godziny dwunastej wyruszamy do Albanii a konkretnie do Himare, gdzie w willi Caliope mamy zarezerwowane apartamenty. (tu również dogadamy się po angielsku, radzę rezerwować apartamenty na pierwszym i drugim piętrze, te na parterze nie mają klimatyzacji)

Jadąc do Albanii trzeba być przygotować na:
- stada kóz i krów idących wzdłuż drogi a często przechodzących przez nią,
- bunkry wszelkich rozmiarów stanowiące stały element krajobrazu,
- niedokończone domy na których porozwieszane są maskotki ( mają odpędzać złe duchy ),
- totalny luz Albańczyków, jeśli przy drodze stoi stragan z owocami to żaden problem dla Albańczyka zatrzymać się przy nim, zrobić zakupy a przy okazji zakorkować ulicę,
- rondo, czy są znaki czy ich nie ma tu wszyscy jeżdżą tak jak im się podoba, trąbiąc przy tym niemiłosiernie. Albańczycy uwielbiają używać klaksonów.



Natomiast nieprawdą jest że:
- drogi są dziurawe, wręcz przeciwnie są zdecydowanie w lepszym stanie niż polskie.
- na poboczach zalegają hałdy śmieci.
- jest niebezpiecznie
- można spotkać Popka ( z Gangu Albanii), nikt z rdzennych Albańczyków o nim nie słyszał.

Aby dotrzeć do Himare musimy przejechać przez przełącz Llogara, która leży na wysokości 1010 m n.p.m. Widoki zapierają dech w piersi. Wydaje się, że Góry Lungarë wpadają do morza jońskiego.



Mijamy Vlorę,  Orikum, Dhermi, Vuno i docieramy do Himare. Nasza willa znajduje się w starej części Himare z piękną plażą Livadi.




 Co w tym roku zobaczyliśmy:
- plażę Gjipe ( trzydziestominutowe schodzenie po kamienistej dróżce rekompensują nam przepiękne widoki), gorzej niestety wygląda trzydziestominutowy powrót do góry.






-Gjirokastra czyli miasto tysiąca schodów oraz dachów pokrytych łupkami skalnymi.
znajduje się tu wpisana na listę UNESCO twierdza, w której znajdziemy wystawę militariów.





-  źródełko Blue Eye (Syri Kalter),o turkusowej, lodowatej wodzie.


 Ceny:
Albańską walutą są leki. Około 137 leków to jedno euro.
- chleb- 100 leków
- piwo w puszcze Tirana 150 leków
- woda 2 l. 200 leków
- ryba grillowana (lavrak, koca) około 800 leków
- małże (midhje), krewetki (karkalec), kalmary, ośmiornica około 700-800 leków
- frytki (patate zgare) 200 leków
 - sałatka 200-400 leków
- pizza od 400 do 900 leków


Pozdrawiam zza aparatu
Kinga




wtorek, 16 września 2014

Moja Albania część I

Witajcie
Chyba się zakochałam....
W błękicie morza jońskiego, w szerokiej, nieomal pustej plaży Borsch, w górach zdających się wpadać do morza, w ciepłych, serdecznych i uśmiechniętych ludziach. 
Taka jest moja Albania, taką ją zapamiętam, może do przyszłych wakacji.
Jechaliśmy samochodem przez Słowację, Węgry, Serbię, Macedonię ( nocowaliśmy nad jeziorem ochrydzkim)
Rano obudził nas taki bajkowy widok .
 
 


 Po pysznym śniadaniu ( min. świeży ser feta, oliwki, jajecznica z pomidorami i papryką, soczyste melony i arbuzy ) ruszyliśmy w stronę Albanii.





Po przekroczeniu granicy droga zaczyna robić się coraz bardziej kręta. Dojeżdżamy do przełęczy Llogara, która leży na wysokości około 1000 m n.p.m. Nawierzchni możemy Albańczykom tylko pozazdrościć. Samochód wspina się mozolnie po górskich, krętych serpentynach. Ja z aparatem w dłoni fotografuję jak szalona, aby uchwycić jak najwięcej. Choć droga jest wąska to na poboczach widzimy sprzedających miód, owoce i zioła. 
Kolejny zakręt i jeszcze jeden, Gabi piszczy i woła, że czuje się niczym w kolejce górskiej.


Wreszcie ukazuje się naszym oczom błękitne i lekko zamglone morze jońskie.


Kierunek- cicha i spokojna miejscowość Borsch.
Szeroka i długa plaża przy naszym hotelu jest praktycznie pusta.
Obok sklep spożywczy, stragan z owocami, kilka knajpek.
Wszystko czego nam potrzeba.






 O Albanii mówi się, że jest to kraj bunkrów i mercedesów.  Bunkrów widziałam zdecydowanie mniej niż mercedesów.


 W kolejnym poście pokażę co zwiedziłam i co przywiozłam.
                                         Pozdrawiam